
Stale przypominający o łamaniu praw mniejszości narodowych litewscy Polacy stają się niewygodnym elementem w relacjach polsko-litewskich w zakresie strategicznych interesów obu państw Fot. Marian Paluszkiewicz
Chodzi oczywiście nie o lampkę szampana, którą polskie i litewskie władze mogłyby wznieść za pomyślnie rozwiązane problemy polskiej mniejszości, lecz o zwykłą żarówkę elektryczną.
Czy Polsce i Litwie razem, bo z osobna na pewno nie, uda się przeciwstawić hegemonii Kremla i, tak jak przed 20 laty zdobywając dla swoich narodów swobody demokratyczne, obronić dziś wolność energetyczną?
Ostatnio będąc na Litwie, prezydent Lech Kaczyński powiedział, że interesy Polski i Litwy w olbrzymiej większości są te same i trzeba potrafić wspólnie o nie walczyć. Przy okazji wileńskich spotkań było więcej podobnych oświadczeń o wspólnych interesach i o wspólnym doświadczeniu historycznym, „które powinno łączyć, a nie dzielić”.
„Musimy pamiętać, że w tym realnym świecie tylko razem możemy osiągnąć to, co nam, Litwinom i Polakom, historycznie się należy, bo nie chcemy niczego więcej” – powiedział prezydent Polski.
Polski prezydent mówił również o sprawach dzielących, czyli o problemach Polaków na Litwie. Prezydent zauważył, że te „problemy są powoli, ale rozwiązywane”, co skłania polską stronę do „cierpliwości w partnerstwie z Litwą”.
„Ale ze względu na naszą wspólną historię, która (…) liczy 623 lata, możemy pozwolić na taką cierpliwość” – powiedział Lech Kaczyński.
Zbieżność tych i wielu innych ostatnich wypowiedzi zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie sugeruje, że sprawy mniejszości polskiej na Litwie mogą zostać niebawem spalone na ołtarzu wspólnych interesów, dla których, jak sugeruje się, litewscy Polacy nie mają zrozumienia.
Lutowe wydanie pisma polskich Litwinów „Aušra” w obszernym materiale i „powołując się” na wyimaginowane (autor twierdzi, że w nich „Litwini są zazwyczaj nazywani »kłumpiaki« lub »mużycki naród«” – co jest zwyczajnym kłamstwem) komentarze internautów na stronie internetowej „Kuriera”, wyciąga zaskakujący wniosek o braku „tożsamości obywatelskiej” u litewskich Polaków.
„Powiedziałbym, że wśród nas bardzo rzadko, czy też w ogóle nie zdarzają się przypadki publicznego ignorowania interesów państwa polskiego, czy przejawy szowinizmu” – pisze o obywatelskiej postawie polskich Litwinów autor materiału Tadas Bagdonavičus, wiceprezes wspólnoty polskich Litwinów, i wyjaśnia, że „to samo powiedzieć o litewskich Polakach byłoby trudno!”.
„Miejmy nadzieję, że na to zwrócą uwagę również politycy Polski, którzy wspierają narodową tożsamość litewskich Polaków i nie zastanawiają się o skutkach – mogą one z czasem doprowadzić do dużych nieporozumień, gdyż mniejszość narodowa, której brakuje tożsamości obywatelskiej, zawsze będzie niezadowolona z państwa!” – wnioskuje autor.
Ostrzeżenie te jest obecne nie tylko w artykule w „Aušrze”, ale też jest lejtmotywem przemówień oficjalnych i tych mniej oficjalnych rozmów przy okazji kolejnych polsko-litewskich spotkań na wysokim szczeblu. Żadna ze stron, dziś jednak, wydaje się, nie wie, w jaki sposób „obudzić tożsamość obywatelską” w litewskich Polakach. A trzeba przecież tak mało – wystarczyłoby przestać ich traktować jak potencjalne zagrożenie i kulę u nogi, a zacząć jak pełnoprawnych obywateli. Niestety, od niemal dwudziestu lat jest to tylko sfera obietnic polityków.
Komentarze
Brak komentarzy do “Czy sprawy litewskich Polaków władzom są już „do lampeczki”?”
Jeszcze nie ma komentarzy